środa, 24 maja 2017

MAC Mineralize Skinfinish Soft & Gentle

Poczyniłam ostatnio wpis na temat kosmetyków, które wybrałam sobie do zużycia w najbliższym czasie i coś mnie tknęło, żeby sprawdzić, czy pisałam kiedyś o rozświetlaczu z Maca Soft & Gentle, którego też do tego spisu wrzuciłam. Okazało się, że nie, więc dzisiaj pragnę naprawić owo niedopatrzenie.
Mój egzemplarz ma już chyba ze 3 lata (a może i więcej), więc niech Was nie zdziwi fakt, że jest jeszcze w starym opakowaniu. Te nowsze opakowania znacznie mniej mi się podobają, pisałam o tym przy okazji wpisu o rozświetlaczu Perfect Topping, ale już nie ma co narzekać, bo i tak nie sądzę, żeby Mac powrócił do tych starych. Na pocieszenie mogę tylko powiedzieć, że seria Extra Dimension Skinfinish jest w tym 'ładniejszym' dla mego oka opakowaniu, więc chociaż to dobre.
Nie będę opisywać tego produktu, bo za dużo na stronie o nim nie ma, ale przyjmijmy, że to ma być typowy produkt rozświetlający do twarzy i ciała. Jest częścią serii Mineralize Skinfinish, która zawiera kilka kolorów (w tym bardzo lubiany przeze mnie Lightscapade). Teraz czaję się jeszcze na Warm Rose, ale ostatnio skusiłam sie na Double Gleam z Extra Dimension, także nie wiem czy i kiedy kupię Warm Rose :D
Kolor opisałabym jako szampański, chociaż nie idzie mocno w stronę żółci, jak na przykład Mary Luminizer, który dla mnie jest zbyt żółty. Tu mamy coś delikatniejszego, nieco bardziej naturalnego, lekko złotawego.
Puder ten doskonale nabiera się na pędzel, aczkolwiek muszę się przyczepić mocno do pylenia. Otóż Soft&Gentle pyli jak szalony i przy każdej aplikacji mam pełno pyłku na całym opakowaniu i czasami też na toaletce.
Pylenie to nie umniejsza jednak jego właściwościom, które w moim odczuciu są wyśmienite.
Na twarzy tworzy cudną połyskującą taflę (ale coś mniej oczywistego niż wspomniana wyżej Mary). Tu mamy taki naturalny blask, chyba, że dodamy go nieco więcej, to blask będzie naprawdę mocny. Ja w zależności od nastroju czasem nakładam odrobinkę, a czasem mam ochotę błyszczeć, to nakładam więcej i nie tylko na kości policzkowe, ale też pod i nad łukiem brwiowym, na grzbiet nosa i na łuk kupidyna, nie lubię tylko nakładać go w kąciki oczu, bo wolę jaśniejsze odcienie, żeby rozświetlić spojrzenie, a ten szampański w kąciki mi nie pasuje aż tak mocno.
Prawda, że bardzo ładny blask? Taki naturalny, nienachalny, 'imitujący' dobrze nawilżoną i napiętą skórę, czyli dokładnie to, o co mi chodzi w rozświetleniu (nigdy nie będę fanką tych dziwnych kolorowych rozświetlaczy, które dają na przykład fioletową poświatę, czy błękitną, czy jakąkolwiek inną).
Trwałość tego produktu na buzi jest całodniowa, nie ściera się, nie migruje, a nawet mimo tego, że pyli przy nakładaniu na pędzel, to nie ma czegoś takiego, żeby drobinki latały w powietrzu czy zostawały w przypadkowych miejscach na twarzy - tylko jak podnosimy pędzel z produktu to pyli, po nałożeniu na buzię nie ma już żadnych przypadkowych drobin w jakichś dziwnych miejscach, jest tylko świetlista tafla w tym miejscu, w którym chcemy go mieć. Zastanawia mnie tylko trochę, jak to jest, że akurat S&G jest taki pylący, bo na przykład z Lightscapade czy z Perfect Topping nie mam takiego problemu, podobnie jak z serią Extra Dimension. Kto wie, może Mac go ulepszy kiedyś, a może nowy egzemplarz (w nowszym opakowaniu) już tego nie robi? Macie jakieś doświadczenie? Dajcie znać w komentarzach.
Osobiście bardzo go lubię, ostatnio używam codziennie (ale wiadomo, to tylko dlatego, że już jest w nim dziura i chcę zużyć i mieć opakowanie na B2M), ale na pewno odkupię, kiedy mi się skończy, bo uważam, że jest to produkt wart uwagi. Wydajność też jest boska, mój 3 czy 4 letni egzemplarz ma tylko małą dziurkę (a używałam go naprawdę często, chociaż mam jeszcze inne produkty tego typu), więc myślę, że za taką cenę, jaką przychodzi nam za niego zapłacić to się całkiem opłaca.
Co Wy o nim myślicie? Podoba Wam się? A może macie już swój ukochany rozświetlacz?
Moja ocena: 9/10

20 komentarzy:

  1. To jest produkt, który nigdy się nie kończy. Swój egzemplarz w końcu oddałam kuzynce bo mi się znudził ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, on jest ogromnie wydajny. Zresztą wszystkie kosmetyki MAC są mega wydajne i nie chcą się skończyć :D Z jednej strony to plus, ale z drugiej jednak czasem chce się odmiany i kupić coś nowego, a stare zalega :D

      Usuń
  2. Ja nie mam szczęścia. Podoba m się w opakowaniu i na swatchach, ale na skórze robi żółtą , złotą plamę :-( Biedna ja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojjj, to niedobrze, że tak się dzieje. Dziwne, że w ogóle on tworzy taką złotą plamę, bo u mnie nie ma takiego efektu, jest po prostu tafla...

      Usuń
  3. Oj Kochana, chyba masz go dłużej niż 3-4lata. Ja mam swój jakoś tyle i mam już w nowym opakowaniu, chociaż dla mnie o wiele brzydszym :D to stare podobało mi się o wiele bardziej. Sam produkt jest cudowny. Zauważyłam, że w zależności od tego jak go nakładam, daje różny efekt. Bardzo go lubię i często używam, chociaż w życiu chyba go nie skończę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że kupiłam go właśnie jakoś w tym czasie, co wprowadzali nowe opakowania i kiedy kliknęłam go na stronie to myślałam, że dostanę już w nowym, a mi przysłali w starym:) Ale nawet się wtedy ucieszyłam, bo to stare ładniejsze :D
      Zgadzam się w 100% że on w zależności od tego jak się nałoży daje albo wyraźniejszą, albo mniej wyraźną taflę :) Fakt też, że ciężko jest go skończyć, w moim jest dziurka, ale ona jakoś dziwnie nie chce się powiększać :DDD

      Usuń
    2. No mi się w starym też bardziej podoba :D postawiłaś mi za punkt honoru zrobienie w nim małego zagłębienia, ale ta cholera jest tak wydajna, że nie wiem jak mi się to uda :D

      Usuń
    3. Widzisz, mi zajęło to kilka lat ;DDD Także tego, trzymam kciuki żebyś już wkrótce zobaczyła wgłębienie w swoim:) Ja mojego dzielnie używam codziennie i chyba odrobinkę ta dziurka się powiększyła jednak, chociaż niewiele :DDD

      Usuń
    4. zrób zdjęcie dla porównania :DD

      Usuń
    5. Mam porównanie tego, co widzę w opakowaniu ze zdjęciem w tym poście, gdzie widać, że jest już trochę nadgryziony zębem czasu :D

      Usuń
    6. o nie! :D czyli jednak? :D :D :D

      Usuń
    7. Oooo tak:) Chcę żeby się zużył, to będę trochę rozgrzeszona z kupna Double Gleam :DDD

      Usuń
  4. kiedys to byl kultowy produkt i kazdy o nim marzył, łącznie ze mną :) teraz jednak uważam ze na tle dostepnych na rynku obecnie rozswietlaczy to jest raczej sredni :) nawet rozswietlacze Mac z serii Extra Dimension Skinfinish dają ładniejszy efekt ;) mam go jednak i nie zamierzam sie go pozbyc z sentymentu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie jest jakimś zjawiskowym produktem, no i to pylenie, które rzeczywiście można by było poprawić (aczkolwiek nie wiem, bo może ten nowszy model już ma ulepszoną formułę), ale ja go bardzo lubię i mam do niego sentyment (zresztą jak i do całego Maca). Mojego Extra Dimension jeszcze nie używałam, jestem strasznie ciekawa, jak on się spisze :D

      Usuń
  5. Kultowy a ja cały czas się zastanawiam czy aby na pewno go potrzebuje haha :D I zapewne z mojej miłości do rozświetlaczy zbrodnie popełnię i kupię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno potrzebujesz 😂 chociaz obadaj go przed zakupem, bo nie mam zielonego pojecia, czy ta nowsza od mojej formula jest lepsza 😊

      Usuń
  6. Ładny kolorek ;) ja jestem fanką rozświetlacza z Catrice, uwielbiam go :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba widziałam ten Catricowy na blogach, ale sama niestety nie miałam z nim przyjemności. Szkoda, może to powinnam nadrobić :)

      Usuń
  7. Mam go i bardzo lubię! Daje przepiękny efekt :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda i w zależności ile nałożymy daje inny efekt :)

      Usuń