niedziela, 15 stycznia 2017

Kosmetyki, które planuję zużyć w najbliższym czasie

W ostatnim wpisie dzieliłam się z Wami moimi planami kosmetycznymi (i nie tylko) na ten rok i generalnie na przyszłość. Dzisiaj pragnę Wam przedstawić kosmetyki, z którymi mam zamiar rozstać się w niedalekiej przyszłości. Z niektórymi nie chcę się rozstać z powodu tego, że są słabe, tylko najzwyczajniej w świecie dlatego, że mam je już długo, więc zbliża się ich data przydatności do użycia, lub też dlatego, że w jakiś sposób nie zostały moimi ulubionymi. Pisałam Wam ostatnio, że mam zamiar robić takie posty, żeby się zmobilizować do zużycia kilku produktów, więc dzisiejszym postem zaczynam serię.
Może zacznę od wyjaśnienia, w jaki sposób wyznaczyłam sobie owe przedmioty. Otóż jak możecie stwierdzić po zdjęciu część z nich jest już mocno "nadgryziona". Moim problemem są głównie pomadki i róże, także to na nich będę się skupiać najmocniej, nie mniej jednak inne produkty też tu mamy. Początkowo planowałam, że z pomadek będę wybierać 5 kolorów, które najmniej lubię i je zużywać, żeby na końcu zostać z tymi najbardziej ulubionymi, jednak pewna miła osoba mnie oświeciła, że w taki sposób będę używać tylko te, które lubię najmniej i w ten sposób te najmocniej lubiane zostaną nieużywane. Postanowiłam więc zastosować system mieszany - 3 kolory, które lubię mocniej (ale na przykład są już ze mną długo i by wypadało się ich pozbyć lub jeśli nie mam takich to wybrać te, które nie są blisko daty, ale po prostu je lubię) i 2 lub 3 kolory, które lubię mniej, żeby móc na zmianę używać. Myślę, że taki system może się sprawdzić. Z różami lecimy wg dat ważności :) Pudry wg stopnia "lubienia", od najmniej lubianego do najbardziej. Oczywiście mam jeszcze kosmetyki z innych kategorii, których używam prócz tych wybranych (baza pod cienie, korektor, podkład, itp.) ale nie mam ich na tyle dużo, żebym musiała sobie zakładać, że je zużyję w najbliższym czasie. One po prostu z czasem "zejdą" same, nie muszę się nimi przejmować, o ile nie dokupię miliona sztuk z jakiejś kategorii. Gwoli wyjaśnienia jeszcze, kto nie czytał poprzedniego wpisu - absolutnie nie dążę w stronę minimalizmu, po prostu mam tyle kosmetyków, że trochę mnie to przytłacza, więc chcę zużyć te mniej lubiane i zostać z tymi, które naprawdę lubię i potem jak będę dokupywać inne, to robić to przemyślanie, a nie tak, jak kiedyś, że kupowałam jak leci. Jednym słowem chcę, żeby moja kolekcja mnie w 100% satysfakcjonowała pod względem kolorów i formuł, a na chwilę obecną tak nie jest. Koniec gadania - zapraszam do prezentacji wybrańców:
Guerlain Meteorites Teint Rose - puder w kulkach, którego zostało już niewiele, a to dlatego, że mam go już dłuższy czas. Od początku 2016 używałam tych kulek codziennie, dodając do tego fakt, że mam do nich specjalny dość ostry pędzel Guerlainowy, który je trochę jakby drapie, to mamy zużycie widoczne na zdjęciu i spodziewam się, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy wyzeruję to opakowanie.
Bronzer Dior Nude Tan 001 Aurora - kupiony dawno temu, po zużyciu mojego kochanego bronzera z Narsa używam go codziennie, także niebawem się pożegnamy. Muszę przyznać, że bardzo polubiłam tego Diorka, ale nie wiem, czy jeszcze jest dostępny do kupienia.
Mac Fleur Power - róż, który jest najstarszy w mojej kolekcji. Chociaż kolor jest spoko, to nie jest mój ulubiony egzemplarz, ponieważ jest to odcień mocno napigmentowany i trzeba z nim bardzo uważać. Nie mniej jednak na twarzy wygląda bardzo dobrze, ale mam lepsze w swojej kolekcji, więc nawet jakby mi się wszystkie już skończyły, to tego akurat nie odkupię.
Lancome Rose Etincelle - limitowany rozświetlacz z 2013 roku, który wtedy skradł moje serce. Było na nim cudowne tłoczenie w kształcie róży, aż żal było go naruszyć. I tak mi było żal przez kilka miesięcy, a potem go użyłam i stwierdziłam, że to nie jest najlepszy produkt na świecie. Nie jest super drobno zmielony, konsystencja przypomina trochę Soft&Gentle z Maca, na twarzy daje piękną taflę, chociaż jego mankamentem jest odcień, który do końca mi nigdy nie pasował. Jest zbyt różowo-srebrny, przy mojej jasnej karnacji nałożony w małych ilościach daje radę, ale nie widzę tego na ciemniejszej cerze. W każdym razie w nim też mamy już denko, także zużycie powinno pójść jak z płatka.
Są i moje największe grzeszki. Wybrałam 6 kolorów, bo jeden z nich i tak jest tylko miniaturą, a do tego już mocno zużytą, także z nim nie będzie problemu.
Guerlain Gloss 465 - mój ostatni błyszczyk w kolekcji, resztę oddałam. Nie jestem fanką błyszczyków, chociaż te z Guerlain są świetne, więc ostatni zużyję i już pewnie żadnego więcej nie kupię, bo nawet jak je miałam w kolekcji, to częściej wybierałam pomadki, a skoro dążę do tego, żeby kupować tylko takie kosmetyki, które naprawdę mocno lubię i z chęcią używam, to błyszczyki nijak się do tego mają.
Mac Speed Dial - według daty do zużycia jest drugą najstarszą Macową pomadką, jaką mam, także musiała się tu znaleźć, tym bardziej, że nie jest to jakiś mój super ulubiony kolor.
Guerlain Baby Rose - fajna pomadka, ale już mocno zużyta i w dodatku nie jest to kolor, który kocham, dość nudziakowo-różowy i do tego ma duże złote drobinki. Rozstaniemy się w przyjaźni, ale nie odkupię tego odcienia.
Clinique Chubby Stick Whoopin Watermelon - ta kredka to miniatura, na każdym zdjęciu pomadki są wysunięte do końca, żebyście mogły zobaczyć, ile jeszcze ich zostało, także tutaj nie jest inaczej. Została jej dosłownie odrobineczka, także sądzę, że rozprawię się z nią do końca tego miesiąca.
Mac Syrup - mimo tego, że lustre to moje ukochane wykończenie w pomadkach Maca, to ten odcień nie jest dla mnie najcudowniejszy na świecie, owszem, wyglądam w nim dobrze i pasuje mi, ale wolę siebie w bardziej różowych, czy fuksjowych kolorach, które ożywiają moją cerę.
Na koniec Chanelowy Allure w numerze 18 - nie zrobiłam osobnego zdjęcia, bo i tak nie mogłabym Wam pokazać, ile jeszcze go zostało w środku, gdyż opakowanie jest nieprzezroczyste. Jednak ten kolor również jest w planach do zużycia. Pomadki w płynie nie są moimi ulubionymi, a że mam właśnie tylko tą jedną, to może iść na pierwszy ogień z całą resztą.

Tak wyglądają wybrańcy do wizyty w koszyku denkowym, a potem w śmietniku. Mam nadzieję, że z pomadkami mi pójdzie znakomicie, bo jeszcze mam ze 20 do zużycia. Z różami nie będzie tak łatwo, ale trzymam za siebie kciuki i będę Was informować na bieżąco o postępach i dodawać kolejne produkty jak tylko te z dzisiaj się wykończą.

44 komentarze:

  1. Podoba mi się błyszczyk Guerlain. Trochę nazbierało Ci się kosmetyków do zużycia, ja mam chyba podobnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest może 1/10 tego, co ja mam do zużycia, więc słowo "trochę" nie w pełni opisuje mój problem :DDD
      Błyszczole Guerlain są fajne, moim skromnym zdaniem lepsze, niż Chanelowe ;)

      Usuń
  2. Ja Cię podziwiam. Istny szacun wobec takiego samozaparcia w zużywaniu, a to dlatego, że np. ja, jeśli mam produkty lepsze tudzież takie, które bardziej lubię, to żadna siła mnie nie zmusi do zużycia tych słabszych, gorszych, już częściowo zużytych. Po prostu rozdaję koleżankom, rodzince, która na co chętna żeby przetestować. Byle wypchnąć z chaty ;) A niestety te najsłabsze resztki lub drastycznie przeterminowane wyrzucam. Sad but true. :(
    Choć ostatnio znalazłam lokalnie tzw charity, i tam ochoczo, do dwóch konkretnych kobiet, trafiły moje paczuchy. Ulga i satysfakcja w jednym, ale mówi to też coś o mnie, że jestem okropna, bo jak czegoś nie lubię, to tego nie zużyję i basta. ;) Dlatego Cię podziwiam.

    Za szminkami pójdzie szybko. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma czego podziwiać, po prostu muszę działać, ogarnąć się w tym. I tak jak pisałam ostatnio absolutnie mi nie jest w głowie żaden minimalizm, bo nawet chwilowo mam 4 nowe pomadki na oku, ale nie kupię, póki nie zużyję chociaż po części tego, co mam, bo kupiłam te rzeczy za niemałą kasę, więc nie pozwolę, żeby się zmarnowały i muszę ponieść konsekwencje swoich nieprzemyślanych zakupów używając nawet to, co lubię mniej. Wiesz, niby taka trochę kara dla mnie, bo trzeba było najpierw potestować, a potem kupować, a nie jak się gały zaświeciły,to w ciemno bym nawet gówno w złotym papierku kupiła, bo limitowane :D Też zastosowałam wcześniej motyw z oddawaniem i jakoś tak połowę swoich kosmetyków rozdałam (takich,których naprawdę wiedziałam, że za nimi nie przepadam mocno, nietrafione kolory pomadek, ale takie na maksa nietrafione, błyszczyki, róże nie do końca mi pasujące, chyba z milion cieni, no cuda wianki na kiju), także teraz mam tylko to, co już chcę zużyć sama i wierzę, że potrafię. Jeszcze nic nie jest po dacie ważności, większość też już trochę zużyta, także mam szansę. I ten projekt ustanie, jak będę miała tyle pomadek, że byłabym w stanie je zużyć w dwa/trzy lata (czyli powiedzmy koło 25-30, bo ja zużywam je może nie szybko, ale jednak szybciej niż pewnie niektórzy, bo pomadka jest na mych ustach codziennie i w dodatku reaplikowana kilka razy), kiedy zostaną mi 3 czy 4 róże, ze 2 rozświetlacze. Także najbardziej chyba mi zależy na pomadkach i różach, no i na rozświetlaczach bo one się słabo zużywają, ale z całą resztą już jestem ok :)
      Ale już planuję kolejne zakupy, jeno najpierw research internetowy a potem testowanie, żeby znowu kota w worze nie kupować, jak się gały zaświecą do kupy w złotym papierku :DDD

      Usuń
    2. Rozumiem. I chyba każda z nas nie raz wpadła w zakupy w ciemno bo "się gały zaświeciły" haha ;) :))) Ja na bank. Rozumiem zasadność Twoich zużyć, ale z rozświetlacza Lancome i wraku po bronzerku z Diora spokojnie możesz się rozgrzeszyć i pozwolić im odejść. ;) Ja bynajmniej Cię z nich rozgrzeszam ;) Po co się męczyć. Chooooociaż, lubiany produkt sama potrafię "dłubać" do końca.

      Usuń
    3. Mnie przez ostatnie 4 lata się mocno gały świeciły do wszystkiego :D I naprawdę dużo kupowałam. I rozumiem zasadność posiadania wielu pomadek, nawet w tych samych odcieniach, skoro je lubię. Ale jak na przykład mam taki Speed Dial z Maca, który noszę rzadko, bo go specjalnie nie lubię, to po co go mieć? Można zużyć, a na jego miejsce za jakiś czas dokupić sobie coś nowego :) I owszem, może się tak zdarzyć, że za jakiś czas znowu będę miała więcej pomadek, niż powinnam, ale ten projekt ma na celu właśnie bardziej pozbycie się tych mniej lubianych, zostawienie sobie tych naj naj. Wiesz, ja tak myślę, że moim problemem było też to, że większość swoich kosmetyków kupiłam w przeciągu dwóch ostatnich lat (szczególnie pomadek) także problem z nimi polega na tym, że ich daty się kończą mniej więcej w tym samym okresie. W przyszłości nawet jak będę chciała mieć więcej pomadek, to postaram się, żeby rocznie nie kupować więcej, niż np 10, żeby był jakiś taki "przemiał" z ich datami ważności. Że na przykład 10 kończy się data w w 2018, a kolejnym 10 kończy się w 2019 i tak dalej, a nie, że nagle teraz mam 40 pomadek z datą kończącą się pod koniec 2017 i w całym 2018. Zobaczymy, jak mi pójdzie:) Na pewno chcę się pozbyć tych mniej lubianych, ale chcę też, żeby te ukochane zostały ze mną jak najdłużej :) No ale to nie zmienia faktu, że już mi się dwie szmineczki z Diora podobają i dwie z Chanela :D
      Rozświetlacz Lancome już prawie wyzionął ducha, ja go też używam jako cienia do powiek, żeby się szybciej zużył :) Jak stwierdzę, że już mam dość, to go wrzucę do koszyka denkowego, z kolei bronzer Diora jest fajny i mimo tego, że jest wrakiem miło mi się go używa i poza nim mam tylko jeszcze bronzer Hoola i nic więcej, także na zużyciu tego Diora mi jakoś niespecjalnie mocno zależy :D

      Usuń
    4. Mimo, że ja nie szminkowa, to absolutnie rozumiem problem "podobalności", jeśli się ma swojego konika. No są piękne, nic nie poradzisz, a że jest ich wiele, to nie sposób ignorować cały czas ;) Zresztą chodzi o to, żeby sobie przyjemność sprawiać. :) Ale Twój plan ma ręce i nogi. :)

      Jak patrzyłam na ten Lancomowy rozświetlacz, to też mi przyszło do głowy, że widzę go na powiekach. :)

      U mnie w kwestii bronzerów werdykt mam nadzieję zapadnie w tym tygodniu. Laguna jest na szczycie listy, ale właśnie swatche online są zgoła odmienne, raz widzę fajne żółtawo/oliwkowo/neutralne tony a raz czerwonawe? Ponoć wersje na USA i Europę się różnią, tym razem na korzyść Europy :)))- bez czerwonych tonów. No ciekaaaaaawe, jak NA MNIE wypadnie, albowiem słynny chłodny puder do konturowania z KOBO na mnie jest czerwony. Z kolei fajny taniutki bronzerek z BELL (w mojej głowie jednak wciąż "brązerek" od brązu), ma taki mój opalony odcień, czyli oliwkowo-brązowe błotko, no ale ja bronzera używam tak trochę niekonwencjonalnie ;) czyli łączę w jednym ruchu kontur,opalenie i zamiast różu ;) Takie wszystko w jednym, stąd potrzebny właściwy odcień, nieprzegięty w żadną ze stron. Niełatwe to, a potrzebuję by była moc, bo to ten kluczowy kosmetyk, który zmienia moją twarz na plus. Po podkładzie, jednak wiemy jak wygląda buzia z samym podkładem ;)

      Usuń
    5. Kochana, u mnie problem "podobalności" jest taki, że pewnie mam z 15 pomadek, które są dokładnie w takim samym odcieniu, także tego :D Z moich 51 pomadek mam tylko 2 czerwone, więc możesz sobie wyobrazić, jak wygląda reszta:) I jak już zużyję te mniej lubiane, to pewnie dokupię sobie te, co mi się podobają - na przykład Rose Harpers z Diora <3 Wpadła mi mocno w oko, ale wiem, że na bank mam ze 3 szminki w tym samym odcieniu :D Chociaż wiadomo, że kupię i tak za jakiś czas :D A na przykład dzisiaj wpadł mi w oko rozświetlacz z Makeup Revolution w odcieniu Breathe. Chyba jutro se pójdę go obmacać do drogerii :D Chociaż wiem, że akurat rozświetlacza nie potrzebuję, ale jeśli on by się okazał cudowny, to jestem w stanie go kupić za to śmieszne 5 funtów, a za to wyrzucić styranego Lancoma :D Chociaż w sumie można go dalej na powieki stosować :D Tak jak ten beznadziejny cień do powiek z The Balm o którym ostatnio pisałam - już mam w nim denko, bo używam do brwi, na powieki, na linię załamania powieki i jako bronzer, to już się w nim zrobiła dziura - tak go nienawidzę, że wykończę za wszelką cenę :D
      Z Laguną to Ci mówię - idź do perfumerii i sobie ją zobacz na żywo, nie wybieraj na podstawie swatchy w necie, bo to nigdy nie jest dobry pomysł. Ja pamiętam, jak kiedyś się napaliłam na bronzer (czy tam brązer ) z Maca - jak on tam się nazywał - Harmony. Cała w skowronkach poleciałam do Maca, żeby mi nałożyli na polika i co się okazało? Że wygląda na mnie jak okropna brudna plama, także zapał mi opadł, ale cieszyłam się, bo nieco wcześniej go prawie kliknęłam online, także uniknęłam rozczarowania.
      Ja już przestałam konturować buzię, to znaczy nakładam sobie trochę bronzera, ale już nie robię wyraźnych konturów pod policzkami, bo już mi się to nie podoba. Jestem bardzo szczupła i mam wrażenie, że to jeszcze bardziej uwydatnia moją szczupłość, ale też nie lubię nie mieć nic, więc delikatnie tylko omiatam sobie czoło na linii włosów i też nakładam malutką ilość tam gdzie normalnie bym robiła konturowanie, ale nie robię tej wyraźnej krechy i potem nie rozcieram jej, jak kiedyś, tylko kolistymi ruchami leciutko nadaję w tym miejscu trochę koloru, no a potem wiadomo - róż i rozświetlacz. Nie wyobrażam sobie gdzieś wyjść w samym podkładzie. Twarz jest wtedy taka dziwna :D

      Usuń
  3. Ostatnio widzę sporo takich postów. Ja zużywam na bieżąco to co mi się kończy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zużywasz na bieżąco, to szacun dla Ciebie. Ale jak się ma 51 szminek i 11 róży, plus 7 rozświetlaczy i 6 pudrów, to trzeba jakoś wyselekcjonować, co idzie jako pierwsze do zużycia :D

      Usuń
  4. Osobiście uwielbiam pomadki Clinique Chubby Stick - ostatnio zakupiłam zestaw miniatur owych kredek i jestem zachwycona. Powodzonka. :)

    Pozdrawiam cieplutko i dodaję do obserwacji. :)

    Kalamira92 blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi jakoś Chubby Stick niespecjalnie podeszły, mam dwa kolory - ten ze zdjęcia i taki ciemny (zapomniałam nazwy), jakby jagodowy i zaskakująco dobrze w nim wyglądam :D Chociaż normalnie nie wybieram takich odcieni dla siebie (te dwa akurat dostałam od koleżanki, także marudzić nie będę). Generalnie nie darzę Clinique wielką sympatią, kredki do ust to też nie jakaś moja wielka miłość, wolę normalne, standardowe pomadeczki :)

      Usuń
    2. Mnie Clinique zachwycił tylko owymi kredkami - dodam, że w edycji miniatur było parę kolorów, których nie ma w regularnej sprzedaży w Polsce, dlatego dla mnie set jest mega. Pielęgnacja od Clinique to masakra i tragedia w jednym - tonik z serii 3 kroków ma rakotwórczy składnik Benzophenone-3, więc po zakupie wylądował w koszu, a kosztował niemało. Kremy to też żadna rewelacja - Moisture Surge mnie zapchał, mimo, iż to krem-żel o delikatnej konsystencji. Nic specjalnego. Ale podtrzymuje, że kredki są fajne. :)

      Usuń
    3. Dla mnie lepsze kredki ma Mac albo Nars, te są po prostu takie se:) Ale wiadomo, dla każdego coś miłego i super, że jesteś zadowolona z zakupu :)
      Pielęgnacja z Clinique zrobiła mi kilka lat temu z twarzy jesień średniowiecza, a nigdy nie miałam problemów z cerą. Używałam ich sławetne 3 kroki, które jak dla mnie są niewypałem totalnym i nie wiem, jak konsultantki mogą polecać ten tonik do używania dziewczynom po dwa razy dziennie. Ja po 3 latach go kupiłam żeby używać raz w tygodniu, to daje dobre rezultaty, oczyszczające, ale nie wiem, skąd im się wzięło, żeby tak silny kosmetyk polecać ludziom do użytku po dwa razy dziennie. Miałam też krem pod oczy, po którym dostałam uczulenie i ten Twój krem też miałam, wcale nie nawilżał. Miałam też róż, który mnie uczulił, na policzkach pojawiły mi się czerwone plamy po jego użyciu, także po prostu strach się bać, a najlepsze jest to, że to są niby kosmetyki dla ludzi z alergiami i skłonnościami do uczuleń. Dziwne, bo ja dopiero PO ich użyciu miałam uczulenia, a na nic nigdy w życiu moja skóra tak nie reagowała. Także ze swojego punktu widzenia marki nie polecam :D

      Usuń
  5. Życzę powodzenia w zuzywaniu. Odcień MAC syrup bardzo mi się podoba ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też się podoba i ma moje ulubione wykończenie, ale nie jest jednym z tych, które noszę z największą przyjemnością i po prostu pomadek mam za dużo na chwilę obecną, więc uznałam, że jego można się pozbyć, bo nie jest dla mnie tak świetny, jak na przykład Lustering, czy Flowerscope, które uwielbiam :)

      Usuń
  6. Trzymam kciuki :))) Sama od kilku miesięcy zawzięłam się na zużycie wybranej kolorówki, choć niekoniecznie skupiam się na tych najmniej lubianych. Z drugiej strony czasami mam tak, że jak coś nie do końca mi pasuje, to z dziką irytacją zużywam a potem obsmarowuję na blogu :D Niemniej większość tego typu produktów szybko idzie w świat. Moim problemem są róże, cienie i kilka innych rzeczy, choć tutaj udało mi się już zejść z ilości i kupuję coraz mniej. Staram się :D

    Jeszcze jedno, w końcu KTOŚ napisał i chwała Ci za to :))) że do kulasów Guerlaina używasz ostrego pędzla (w moim odczuciu on jest bardziej sztywny niż ostry, ale nie będę teraz się nad tym rozdrabniać), ponieważ tylko taki pędzel najlepiej sobie poradzi z nabraniem odpowiedniej ilości produktu potrzebnego do makijażu. Chciałam tylko dorzucić swoje trzy grosze,bo widzę często, że wiele osób ma problem z odbiorem/aplikacją Meteorytów (i nie tylko), ponieważ nie biorą pod uwagę, że w zależności od formuły/rodzaju włosie samego pędzla musi być różne. Nie za każdym razem zadziała mięciutkie i puchate włosie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Widziałam u Ciebie również, że masz swoje zestawy, które testujesz i zużywasz, to jest świetny pomysł :) Mi najbardziej zależy na zużyciu pomadek, za którymi mocno nie przepadam, no i róży, bo po prostu mam ich za dużo (a i tak wszystkie w podobnym kolorze), jest jeszcze kwestia rozświetlaczy, których mam kilka, a tego nawet się przecież dużo nie nakłada na policzki. Z całą resztą wiem, ze dam radę, bo nie mam ani za dużo podkładów, ani za dużo brązerów, czy też cieni, czy korektorów. Mam tyle, że spokojnie dam radę sobie zużyć i w międzyczasie kupić nowe. Z pomadkami to jest tak, że po prostu je uwielbiam, ale nie widzę sensu posiadania w swojej kolekcji kolorów, po które nie do końca chętnie sięgam, lub których raczej unikam przez wzgląd na konsystencję (mam tu na myśli maty).

      Oj Kochana, ja od dawna wiem, że kule Guerlain to jest taki twór, co go zwyczajnym puchatym pędzelkiem nie nabierzesz, to znaczy nabierzesz, ale to nie będzie to, co powinno być. Z tym pędzlem to właśnie chodziło mi o sztywność, nie o ostrość :D źle to ujęłam, ale wiemy, o co chodzi. Kuleczki są dość twarde, więc on musi je dobrze nabrać, w moim odczuciu zwyczajny pędzel puchatkowy temu zadaniu nie podoła :) Ja mam ten pędzel specjalny do kulek, ten taki różowy, kiedyś dostałam i nie byłam z niego zadowolona bo używałam z normalnymi pudrami i on za dużo nabierał, ale jak odkryłam jego prawdziwe przeznaczenie, to go pokochałam :) Dziękuję za Twoje 3 grosze :* Wiem, że wiele osób nie bierze pod uwagę właśnie tego, że różne formuły z różnymi pędzlami nie będą dobrze współpracować, a kulki właśnie potrzebują sztywnego pędzlaka, co je dobrze nabierze :)

      Usuń
    2. Mnie uwiera moja monotematyczność :D jak zacznę czegoś używać i mi pasuje, to zaczyna się seria neverending story :D ale po drodze oczywiście zawsze coś nowego w łapy wpadnie. I teraz, w większości przypadków, przez chwilę poużywam, odłożę i zapomnę ;) a w tym czasie wpadnę na pomysł, że poszukam czegoś tam (nieważne, że bardzo zbliżony produkt już mam. W taki sposób miałam fazę na produkty do brwi. Nie powiem, wyszło mi to na dobre, bo w końcu trafiłam na kosmetyki idealne, które pasują mi pod każdym względem. Tylko "po drodze" zgromadziłam zestaw dla kilku wizażystek. Sporej części już się pozbyłam i zostały niedobitki ;) które lubię i chcę zużyć. Stąd pomysł z zestawami, które zaczęłam pokazywać (dodatkowo mnie to motywuje, bo jak wyznaczyłam sobie sama, to najczęściej kończyło się znowu używaniem tego samego LOL).

      Dobrym sposobem są też wymiany w gronie znajomych kosmetycznych maniaczek, bo nikt nie ma focha, że coś jest używane, a zawsze dodatkowa okazja, do wypróbowania czegoś nowego, innego i w lepszych warunkach niż perfumeria.

      Zmysł jest taki, by cieszyć się z tego, co mam. Nie czuć presji, że coś tam leży i się marnuje, bo jakby nie było są to wydane pieniądze. Parę miesięcy temu wyrzuciłam sporo kosmetyków i jak podliczyłam na oko zawartość kosza, to byłam wściekła na samą siebie.

      Dlatego fajnie, że o tym napisałaś :))) Może komuś przyda się taka wiedza. Nie wiem jak teraz, ale kiedyś przy zakupie kulasów mówiono jak się ich używa, w sensie aplikacji, zbierania/nabierania pyłku i takich tam ;) Niby taki banał ;)

      Usuń
    3. Wiem dokładnie, o co Ci chodzi. O to, żeby mieć fajne produkty, z których jesteśmy zadowolone, ale też kupować nowości, które będą równie dobre. Niestety czasem nawet po wstępnych testach kupujemy produkt i po czasie się okazuje, że to nie był dobry zakup. Ale widzisz, na plus dla nas jest to, że już po tylu latach i tylu testach wiemy, co ma szansę się u nas sprawdzić, jakie formuły lubimy, jakie wykończenia i odcienie nam służą. Dlatego ja dążę głównie do tego, żeby moja kolekcja składała się z takich kosmetyków, które będę używać z wielką przyjemnością i jeśli bym miała nawet za jakiś czas znowu 40 pomadek w moim zbiorze, to będę wiedziała, że to są odcienie starannie wybrane, bo nie oszukujmy się, ale jak zaczynałam swoją przygodę z pomadkami, to nie wiedziałam nawet, czego chcę. Wtedy też kupiłam dużo błyszczyków i kolory pomadek, które po prostu nie do końca podkreślają moją urodę, a po co mi takie? A teraz już wiem, że nie przepadam za matami, jakie odcienie mi pasują, a jakie nie. Kwestia doświadczenia. I tak jest z każdym produktem. Robię tą akcję właśnie dlatego, żeby pozbyć się starszych i mniej lubianych kosmetyków, zrobić miejsca na nowe, bardziej przemyślane, bardziej mi odpowiadające.
      Wiem, że nie będzie tak, że będę miała po jednym produkcie ze wszystkiego, bo ja po prostu za bardzo kocham kosmetyki, ale już wspomniane 11 róży, no po co mi tyle? Po co ja ich w ogóle tyle nakupowałam, skoro to nawet nie jest moja ulubiona kategoria makijażowa i w dodatku zużywa się wieki? Takie rzeczy mam na myśli. Wybierać i skupić się na fajnych, w 100% dopasowanych do mnie produktach o spoko jakości. Testować i sprawdzać przed zakupem, a nie jak kiedyś, że kupuję bo się gały świecą do limitowanego produktu, kiedy nawet nie wiem, co to jest i jak na żywo wygląda :D No i zastanawiać się przed zakupem, dlaczego i po co to chcę, czy mam już coś w takim kolorze,itd. Myślę, że jak już nasze plany denkowe dobiegną końca, to będziemy zadowolone z naszych zbiorów. Mocno trzymam za nas kciuki :)

      Mnie nikt nigdy nie informował o tym, jak się je nakłada, ale od początku wiedziałam, że one mają taką twardą konsystencję, więc siłą rzeczy potrzeba do nich czegoś twardszego, a nie puchatkowy pędzelek, bo on nie będzie ich zbierał :D Ale powiem Ci też, że ten pędzel specjalny do nich nie nadaje się do miękkich pudrów:) On jest stworzony do kulek tylko :)

      Usuń
  7. Trzymam kciuki! :) Ja co prawda mam mniej w użyciu, ale też się wzięłam za zerowanie pomadek, idę na żywioł i używam jednej - do dna;) I później zadecyduję co ewentualnie kupię i chcę by na stałe zagrzało miejsce w kosmetyczce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ja nie mogę powiedzieć, żebym zerowała kosmetyki, bo niektórych nie chcę wyzerować. Nie idę w stronę minimalizmu, a raczej w stronę świadomego kupowania, ale też już to, co mam musi w jakiś sposób zostać zużyte, więc zabrałam się za zużywanie tego, co lubię mniej, co się u mnie słabiej sprawdza lub co po prostu jest przeciętne. I jak już zostanę tylko z tymi kosmetykami, które naprawdę są super, to zanim kupię coś nowego dam sobie czas na testy, na sprawdzenie, na zapoznanie się, a nie jak kiedyś kupowanie jak leci, bo się oczy zaświecą do limitowanego produktu. Nie chcę mieć po jednym kosmetyku, ale też nie potrzebuję na przykład 11 róży, skoro nawet to nie jest moja ulubiona kategoria makijażowa, wiesz, co mam na myśli :D

      Usuń
  8. Trzymam kciuki, Ala! Świetne podejście do tematu!
    Podziwiam ogromne zuzycie meteorytów - u mnie jakoś nawet nie widać ani grama ubytku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, to ogromnie motywujące, że tyle osób trzyma kciuki za mnie :) :* Co prawda nie mam zamiaru zejść z kosmetykami do stanu zero ani nawet jeden z każdej kategorii, ale wlaśnie jak pisałam powyżej do dziewczyn, chodzi mi o pozbycie się produktów, z którymi nie polubiłam się jakoś szczególnie mocno, albo kolor mi nie do końca przypasował lub jakieś inne rzeczy.
      Zużycie Meteorów nie jest trudne, jeśli ma się do nich odpowiedni pędzelek - taki sztywny, który nabiera odpowiednią ilość produktu, powiem Ci, że ja wcześniej nie widziałam zużycia, ale w ciągu tego roku zmniejszyły się z prawie pełnych do takiego stanu, jak na zdjęciu, oczywiście przy codziennym użytku :)

      Usuń
  9. Jak patrzę na poziom zużycia niektórych produktów to myślę, że spokojnie dasz radę:) Ja się nie łudzę, że zdenkuję te mniej lubiane więc co nieco porozdawałam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym myślała, że spokojnie dam radę, gdyby nie fakt, że to jest tylko pierwsza grupka produktów do zużycia, którą wybrałam:) To jest co najmniej 1/10 z tego, co ja w ogóle mam do zużycia :DDD

      Usuń
    2. Wiadomo, ale małymi kroczkami...:D

      Usuń
    3. Oczywiście, małe kroczki pozwolą mi zajść daleko :) Szkoda tylko, że wszędzie czyha tyle pokus :) Już dzisiaj mi się rozświetlacz spodobał nowy (facepalm) :D

      Usuń
    4. Haha, niedobrze. Rozświetlacze zawsze kuszą perfidnie;D
      Ja w styczniu kupiłam o dziwo tylko lampę do hybryd, pewnie dlatego, że podczas choroby nie w głowie mi zakupy. Ale niestety przyszła nie w pełni sprawna;D Jak pech to pech;) Muszę czekać na reakcje sprzedawcy;)

      Usuń
    5. Aaaa,już mi rozświetlacz przeszedł, ale za to mi się znowu na pomadki przerzuciło i mam 10 kolorów, które mi się podobają, ale jest taki jeden, co mi się podoba tak mocno, że nie wiem, czy zdołam go nie kupić :D
      Mam nadzieję, że szybko wyjaśnisz tą sprawę i oddadzą Ci kasę albo dadzą nową lampę :)

      Usuń
  10. Powodzenia w używaniu :) Mi produkty produkty kolorowe w ogóle się nie chcą zużywać. Jedynie podkłady i tusze w miarę szybko wykańczam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi kolorówka też idzie jak krew z nosa, ale jest mi trochę łatwiej, bo przez ostatnie dwa lata nie kupiłam ani jednego różu, czy rozświetlacza, bronzera, czy pudru, więc te produkty która mam od dawna w większości mają już widoczne zużycie i wtedy szybciej można zdenkować, ale z pomadkami jest gorzej, chociaż je akurat jestem w stanie zużyć dość szybko, bo noszę codziennie i w ciągu dnia wielokrotnie reaplikuję :)

      Usuń
  11. Mam bardzo podobny gust w temacie pomadek, wszystkie znalazłyby miejsce u mnie w sercu <3 Meteoryty i tak ładnie zużyłaś, ja swoje mam już długi czas i końca nie widać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie pomadeczki w odcieniu fuksji i różu oraz takie z lekką domieszką czerwieni uwielbiam :)
      Zużycie Meteorków wynika głównie z codziennego używania i z odpowiedniego do nich pędzla (musi być sztywny, żeby dobrze nabierał produkt), te puchate pędzle prawie wcale nie nabierają kulek :)

      Usuń
  12. Jejuś, podziwiam Cię :) Skończyć Meteoryty to dla mnie niedościgniony cel :D Ja ogólnie mam problemy z denkowaniem czegokolwiek. Chyba dlatego, że mam kosmetyków naprawdę bardzo dużo i używam je naprzemiennie. Pielęgnację owszem, zawsze kończę, jak mi tylko coś przypasuje. Ale kolorówka... Ojej, chyba muszę wziąć z Ciebie przykład :) Naprawdę szacun! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwestia odpowiedniego, sztywnego pędzla. Ja najpierw używałam taki puchaty, to on w ogóle nie zbierał nic z tych kuleczek, a potem dostałam ten specjalny do kulek z Guerlain i wtedy przy codziennym użyciu widziałam różnicę w zużyciu i bardziej mi się efekt na twarzy podobał. Mówię Ci - kwestia twardości pędzla i tyle :)
      Ja używam kosmetyków naprzemiennie, ale właśnie wiem, że jeśli chcę coś w końcu pokończyć, to muszę te rzeczy zacząć używać codziennie :) A potem jak zostanę z tymi najulubieńszymi to będę mogła znowu używać naprzemiennie :)

      Usuń
  13. Trzymam kciuki za denka :)

    Z Meteorytami planujesz rozstać się na dobre?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cos Ty:) mam jeszcze 3 opakowania Meteorkow;) tylko ze te ze zdjecia to Teint Rose z poprzedniej serii i one maja to do siebie ze delikatnie ochladzaja cere na czym mi nie do konca zalezy, dlatego z najjasniejszym odcieniem sie pozegnam, jednak mam tez z kolekcji odcien Medium z tej nowszej serii i on jest super bo ani nie ochladza, ani nie ociepla tylko daje woal, takze ten jak sie skonczy odkupie na bank :)

      Usuń
  14. Chyba mi nie wysłało komentarza, więc napiszę jeszcze raz (najwyżej skasujesz ;)
    Bardzo fajny pomysł i chyba sama zrobie u siebie takie przedsięwzięcie. Mam kilka kosmetyków, które dobijają dna, ale jakoś same z siebie nie mogą się skończyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nic nie usuwałam, to może był problem z Bloggerem, czasem on się tak jakby blokuje (?) i nie zapisuje komentarza, jest to wkurzające...
      Pomysł jest fajny, tylko trudna sprawa z wyborem, które najpierw zużyć, jeśli ma się ich dużo :)

      Usuń
  15. Szminki z maca to moje uzależnienie. Mogłabym ich mieć cały kufer, Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam 28 sztuk w tej chwili z samego Maca, także tego... Nie mam usprawiedliwienia na swój pomadkoholizm :D Ale w tym roku nie kupiłam żadnej, więc jest ok na razie.
      Zapomniałam jeszcze wspomnieć, że z tych 28 tylko dwie są czerwone, a reszta różowa, także sama rozumiesz:) Ja już chyba nawet nie mogę kupić więcej, bo nie ma tak więcej różowych pomadek :DDD

      Usuń